Kiedy inwestor płacze ze wzruszenia, czyli dlaczego rodzic studenta to ulubieniec branży mieszkaniowej

Co roku pod koniec III kwartału obserwujemy na rynku najmu mieszkań, niezwykłe zjawisko. Tysiące troskliwych rodziców z dumą wyprawia pociechy na uczelnię, po czym… z niewyjaśnionych przyczyn postanawia przywdziać bezinteresownie szatę S.P.O.N.S.O.R.-a, czyli: Stowarzyszenia Płatników Opłacających Należności Spłat Obcych Rat.
Dziś przyjrzymy się wspólnie prostej arytmetyce życia. Po jednej stronie barykady stoi umęczony Rodzic-Płatnik, po drugiej Pan Inwestor (zwany też Właścicielem), człowiek o wielkim sercu, który żyje z tego, że posiada mury, a przynajmniej potrafi przekonać bank, żeby mu je wydzierżawił.
Zróbmy więc to, co w naszej branży lubimy najbardziej: policzmy na chłodno, ile tak naprawdę kosztuje nas miłość do potomstwa.

 

Scenariusz 1: Jedno dziecko, czyli samotny żeglarz na morzu czynszów (5 lat / 60 miesięcy)

Załóżmy, że nasza latorośl dostaje się na wymarzone studia w dużym mieście akademickim (niech będzie Lublin). Młody człowiek potrzebuje kawalerki lub skromnych 2 pokojów. Średni koszt najmu takiego lokum w dobrej lokalizacji to 2000-3000 zł miesięcznie (nie licząc opłat). Dla ułatwienia rachunków przyjmijmy średnią 2500 zł. Matematyka dla jednego dziecka wygląda zatem następująco:

60 miesięcy × 2 500 zł = 150 000 zł


Sto pięćdziesiąt tysięcy złotych! Za tę kwotę Pan Inwestor pojedzie dwa razy w roku całą rodziną na Rodos i jeszcze wyśle Wam kartkę z podziękowaniami za sfinansowanie jego wkładu własnego. Państwo w zamian po 5-letniej inwestycji dostają dyplom dziecka oraz pięknie zapakowaną pustkę w portfelu.

 

Scenariusz 2: Dwójka dzieci w odstępie 3 lat, czyli logistyczna kumulacja finansowa

Przejdźmy do wariantu, który na papierze wygląda niepozornie, a w arkuszu Excela wywołuje zazwyczaj cichy jęk. W domowych finansach rzadko kiedy sprawy układają się w grzeczny sznur – dzieci nie studiują jedna po drugiej jak na taśmie w fabryce.
Przy trzyletniej różnicy wieku dzieci, następuje moment, który w branży nazywamy „wielką kumulacją”. Gdy starsza latorośl dopina IV rok, młodsza z wypiekami na twarzy zaczyna I rok. Efekt? Całe 24 miesiące (dwa pełne lata!), podczas których na Państwa garnuszku w tym samym mieście przebywa dwójka młodych ludzi. A ponieważ do jednego pokoju ani do szafy ich nie wciśniemy – relacje rodzeństwa mają przecież swoje granice – w grę wchodzi już tylko lokum z minimum dwoma osobnymi pokojami i widną kuchnią. A to na rynku najmu podbija stawkę do 2500-5000 zł. Dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy 3 500 zł miesięcznie. Rozbijmy te 8 lat na czynniki pierwsze:

  1. Lata 1-3 (36 miesięcy): Pierwsze dziecko studiuje samo (mieszkanie 2-pokojowe/kawalerka = 2 500 zł/mc)

36 × 2 500 zł = 90 000 zł

  1. Lata 4-5 (24 miesiące): Obydwoje studiują jednocześnie. Musimy wynająć większe mieszkanie (min. 2 pokoje + kuchnia = 3 500 zł/mc)

24 × 3 500 zł = 84 000 zł

  1. Lata 6-8 (36 miesięcy): Starsze skończyło, młodsze dokańcza studia (wracamy do mniejszego lokalu = 2 500 zł/mc)

36 × 2 500 zł = 90 000 zł

  • Razem po 8 latach wyprowadzamy z rodzinnego budżetu:

90 000 + 84 000 + 90 000 = 264 000 zł

Dwieście sześćdziesiąt cztery tysięcy złotych (nie licząc waloryzacji, która przez te 8 lat z pewnością nastąpi)! Za te pieniądze Pan Inwestor nie tylko spłaca lwią część kredytu w banku, ale zaczyna rozważać postawienie Państwu pomnika z gipsu we własnym przedpokoju.

 

Alternatywa: A gdyby tak przestać być sponsorem Landlorda?

A teraz odwróćmy ten ekonomiczny komedio-dramat. Zamiast płacić czynsz osobie, który dzierżawi mieszkanie od banku, to Państwo kupują lokum np. inwestując w kredyt lub przeznaczając kapitał własny. Co się wtedy dzieje?

  1. Pieniądze zostają w rodzinie: Rata kredytu nie jest opłatą za „użyczenie ścian” – jest spłatą Państwa własnego majątku.
  2. Subwencja studencka: Gdy w mieszkaniu mieszka pierwsze dziecko, drugi pokój wynajmujemy koledze z roku. Kolega płaci 1 500 zł, czyli… obcy rodzic dorzuca się do Państwa kredytu!
  3. Efekt 'kumulacji”: Gdy dojeżdża drugie dziecko, po prostu zajmuje drugi pokój. Koszt? Zero dodatkowych opłat najmu.
  4. Finał po 8 latach: Dzieci kończą studia z dyplomami, a Państwo zostają z mieszkaniem wartym minimum pół miliona złotych (plus wzrost wartości nieruchomości), które można wynająć kolejnym studentom, sprzedać albo zostawić dzieciom na start.

 

Lokalizacja, czyli dlaczego student nie może mieszkać na przedmieściach

Żeby ta kalkulacja miała sens, mieszkanie musi być idealne użytkowo. Jeśli student ma wstawać o 6:00 i jechać trzema autobusami na wykład, szybko rzuci studia i wróci do domu na Państwa garnuszek.
Spójrzmy na przykład inwestycji Rezydencja Ogród Saski w Lublinie – to jest właśnie to, co inwestorzy w postaci rodziców lubią najbardziej. Dziecko mieszka w centrum, czyt. wszędzie ma blisko. Do uczelni (niezależnie jakiej) ma rzut beretem:

  • 300 m do Uniwersytetu Medycznego (student zdąży na zajęcia, nawet jeśli wstanie 10 minut przed wykładem),
  • 700 m do KUL,
  • 950 m do UMCS (Wydział Matematyki, Fizyki i Informatyki),
  • 1000 m do Uniwersytetu Przyrodniczego.


Sąsiedztwo urokliwego Ogrodu Saskiego zapewnia idealne warunki zarówno do intensywnej nauki, jak i odpoczynku w zieleni. Wszystko, co potrzebne do komfortowego życia studenta, znajduje się w zasięgu kilkuminutowego spaceru.
Mieszkanie w takiej lokalizacji to tzw. „samograj”. Zawsze znajdzie się na nie chętny, a jego wartość rynkowa rośnie szybciej niż ceny drożdżówek w osiedlowym sklepie.

 

Podsumowanie dla dociekliwych

Rachunek sumienia

Najem dla 1 dziecka

Najem dla 2 dzieci 

Zakup własny

Bilans po latach

-150 000 zł

-264 000 zł

Majątek + trwała wartość

Majątek na koniec

Brak

Brak

Mieszkanie w centrum miasta

 

Ekonomia jest bezwzględna, ale i życzliwa dla tych, którzy potrafią liczyć. Pytanie na dziś brzmi: czy wolą Państwo ufundować spokojną emeryturę obcemu właścicielowi mieszkania, czy zbudować kapitał dla własnych dzieci?
Wybór, jak zawsze w wolnym rynkowym świecie, należy do Państwa!